Miło było dla Was pisać...

wtorek, 28 grudnia 2010

"Music of the Sun" Rihanna; "Dangerously in Love" Rihanna & "The Dutchess" Fergie

Tytuł: Music of the Sun
Wykonawca: Rihanna
Rok wydania: 2005
Gatunek: r&b, reggae, dancehall, hip hop
Wytwórnia: Def Jam Records
Ilość utworów: 13 (na europejskiej)
Single: Pon de Replay, If it’s lovin’ that you want, Let Me (Japonia)
Rihanna zadebiutowała w 2005 roku tym oto albumem. Nagrywała go przez około 4 miesiące. Krótki czas. Trochę zbyt krótki żeby zrobić coś dobrego. Jednak RiRi się wybroniła. Zgrabnie manewruje w stylistykach r&b, reggae i dancehall dzięki czemu albumu miło się słucha. A te gatunki przeplatane z hip hopem brzmią jeszcze lepiej. Choć krążek ma poważną wadę: teksty. „That la, la, la” opowiada o niczym, a w „Let Me” Fenty śpiewa o dziewczynie, która każe chłopakowi mówić jej, że jest piękna. Porażka. Mogę zarzucić też to, że Rihanna zamieściła tu tylko jedną balladę („Now I Know”). To zdecydowanie najlepsza piosenka na płycie. Na europejskiej wersji znajdziemy dodatkowo ciekawy remix singla „Pon de Replay” z gościnnym udziałem rapera Elephant Man. Podsumowanie: Rihanna nagrała bardzo dobry album. Dobry, ale i tak bardziej podoba mi się „A Girl Like Me”.
Ocena:
Najlepsze: Rush, Now I Know, Let Me
Najgorsze: That la la la, There’s a thug in my life

Tytuł: Dangerously in Love
Wykonawca: Beyonce
Rok wydania: 2003
Gatunek: r&b, soul, pop, hip hop
Wytwórnia: Columbia Records
Ilość utworów: 16 (na europejskiej)
Single: Crazy in Love, Me myself and I, Baby Boy, Naughty Girl
„Dangerously in Love” jest potwierdzeniem, że Beyonce przestał wystarczać zespół Destinys Child. Zaczęła pracować na własne nazwisko. Byłem tego albumu bardzo ciekawy, gdyż Knowles nigdy mnie nie zawiodła. Słuchając po raz pierwszy pomyślałem: „omg; co to jest?”. Mimo tego włączyłem płytę ponownie. I wiele utworów zyskuje przy kolejnym przesłuchaniu. Przede wszystkim jest to najmniej komercyjne dzieło Beyonce. Daleko do popu. Znacznie bliżej do soulu i r&b czyli gatunków, w których czuje się najlepiej. Pojawia się nawet ragga* w utworach takich jak „Be With You” czy „Baby Boy”. Urzekła mnie utworem „Yes”. Bardzo mi się podoba. A szczególnie refren gdzie Beyonce śpiewa The first time I said no It’s like I never said yes (PL: Pierwszy raz gdy powiedziałam nie To było jakbym nigdy nie powiedziała tak). Bardzo fajne są także duety z Jayem-Z. Mamy tu „Crazy in Love”, „That’s How You Like It” oraz „Bonnie & Clyde ’03″. Wszystkie są świetne. Para idealna. Wokalistka nie ograniczyła się tylko do Jaya-Z. Pojawiają się i inni artyści. Luther Vandross w świetnym „The Closer I Get To You”, Big Boi oraz Sleepy Brown w nieco rockowym „Hip Hop Star”, Sean Paul w „Baby Boy”, a sama Missy Elliott przyjęła zaproszenie do „Signs”. Uważam, że jest to najsłabszy (choć wcale nie zły!) punkt krążka. Jednak wiem, że jeszcze nie raz powrócę do „Dangerously in Love”. Ten album jest wyjaśnieniem dlaczego tak bardzo ją lubię.
Ocena:
Najlepsze: That’s how you like it, The closer I get to you, Yes, Daddy
Najgorsze:-
* – elektroniczny dancehall
Tytuł: The Dutchess
Wykonawca: Fergie
Rok wydania: 2006
Gatunek: pop, r&b, hip hop, dance-pop
Wytwórnia: will.i.am music group
Ilość utworów: 13/17 (na deluxe)
Single: Clumsy, Fergalicious, London Bridge, Big girls don’t cry, Glamorous, Here I Come (promo), Finally (promo), Labels or Love (deluxe promo)
Po dwóch albumach wydanych z zespołem Black Eyed Peas, Fergie postanowiła odpocząć trochę od kolegów i wydać swój solowy album. Chociaż to za dużo powiedziane, gdyż producentem krążka jest will.i.am oraz ten sam „groszek” pojawia się gościnnie trzy razy („All that I got”, „Here i Come”, „Fergalicious”). Jeśli chodzi o gatunki zawarte na „The Dutchess”, to Fergie podążyła tą samą drogą, którą wcześniej poszła razem z zespołem. Połączyła r&b z hip hopem co przeplotła z popem. Śpiewa i rapuje. Czasem wychodzi nieco kiczowato. Najlepszym utworem z płyty jest ballada „Big girls don’t cry”. Nieco lepiej prezentuje się także”Glamorous (featuring Ludacris)”. Największym niewypałem jest natomiast „Pedestal” oraz „Mary Jane Shoes”. Podsumowanie: pozytywny album. Ale przez „pozytywny” rozumiem, że zawiera radosne piosenki. Solowy debiut Fergie nie jest genialny, gdyby był to trzeci, piąty czy ósmy album w jej karierze to ocena byłaby niższa.
Ocena: +
Najlepsze: London Bridge, Finally, Big Girls Don't Cry
Najgorsze: Velvet, Clumsy, Voodoo Doll

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz