Zespół Green Day wystawił swoich fanów na próbę. Minęły cztery lata
od wydania poprzedniej płyty o tytule „Warning”. Jeszcze w 2003 roku
nagrywali materiał na album „Cigarettes and Valentines”. Piosenki
zostały jednak skradzione. Band na szczęście się nie poddał i zaczął
wszystko od nowa. Poznałem już dwie ich płyty: „Kerplunk!” (całkiem
niezłe) i „Dookie” (straszna nuda). „American Idiot” jest dopiero któreś
z kolei. To jednak ten krążek najbardziej mnie zainteresował. Można
podzielić ten album na dwie części. Pierwsza (od „American Idiot” do
„She’s a Rebel”) to dawka świetnych, energicznych numerów. Dalej jest z
tym nieco gorzej. Zanim przejdę do słabszych piosenek, opiszę jednak
lepsze. Zaczyna się od tytułowego „American Idiot”. Jest super! Jak dla
mnie najlepszy kawałek na krążku. Sam tytuł też ma trafny. Billie śpiewa
m.in. Don’t wanna be the American idiot
(PL: Nie chcę być amerykańskim idiotą). No cóż, Amerykanie często
popisują się swoją ‘wiedzą’. Jako przykład dam ‘Nie chciałam jechać do
Japonii, bo nie lubię ryb, a słyszałam, że tam w AFRYCE ciągle je jedzą’
(Britney Spears) lub ‘Gdzie w tym roku odbywa się festiwal filmowy w
CANNES?’ (Christina Aguilera). Co nie zmienia faktu, że piosenka jest
świetna. Następna („Jesus of Suburbia”) też jest cudowna. Skojarzyła mi
się z Nightwish. Nie samym klimatem, ale schematem. Oni też nagrywają
długie piosenki i dzielą je na kilka części. To sprawia, że słuchając
„Jesus of Suburbia”, ma się wrażenie, że to kilka różnych numerów. I to
mi się podoba. „Holiday” też jest ok, ale już nie jest takie fajne jak
dwie poprzednie. Co innego „Boulevard of Broken Dreams”. Jest to
ballada. Udana trzeba by dodać. Dopiero tutaj słyszymy jak dobrze Billie
śpiewa. Oby tak dalej. „Are We the Waiting” wyróżnia się dzięki chórowi
w refrenie. Dzięki temu od razu ten kawałek zapamiętałem. „St. Jimmy”
to natomiast bardzo szybki numer. Mieli chyba plany na popołudnie i
musieli szybko to nagrać by nie popsuć sobie dnia
;) Ale koniec moich domysłów – to po prostu fajny numer. Dalej mamy
spokojne „Give Me Novacaine” i „She’s a Rebel”, które szybko wpadło mi
do głowy. I jakoś nie chce jej opuścić. Pozostałe numery należą do
słabszej części płyty. Myślę „Letterbomb”, nucę „Extraordinary Girl” a
nim się obejrzę dochodzę do „Whatsername” – ostatniego utworu na płycie.
Piosenki pojawiają się jedna po drugiej i jakoś mnie nie ruszają.
Jedynie „Wake Me Up When September Ends” jakoś daje radę. Jest to
ballada dedykowana zmarłemu ojcu Billiego. Tekst jest jej największym
plusem: Like my fathers come to pass Seven years has gone so fast Wake me up when September ends
(PL: Tak jak mój ojciec odszedł, Siedem lat minęło tak szybko. Obudź
mnie, gdy skończy się wrzesień). Myślę, że warto wspomnieć o jeszcze
jednej piosence: „Homecoming”. Wydaje mi się, że słychać w niej głosy
innych członków GD. Piosenka zrobiona jest na tej samej zasadzie co
„Jesus of Suburbia”. Szkoda tylko, że ta jest strasznie nudna,
niepoukładana. Cała płyta jest całkiem dobra. Wydaje mi się jednak, że
chłopaków stać na więcej.
Ocena: 4/6
Najlepsze: American Idiot, Jesus of Suburbia, Boulevard of Broken Dreams, St. Jimmy
Najgorsze: Letterbomb, Homecoming, Whatsername
Zespół Dead by Sunrise został założony przez Chestera Benningtona (wokalista Linkin Park) w 2005 roku. Tworzył on wówczas piosenki na płytę LP – „Minutes to Midnight”. Jak sam powiedział: ‘brzmiały naprawdę dobrze, ale nie były odpowiednie stylistycznie dla Linkin Park’. Ja interpretuję to nieco inaczej – odrzuty z „Minutes to Midnight” wzięli tutaj, ewentualnie dopisali kilka innych. Całość jest niedopracowana. Połowa numerów jest żywa, ‘energiczna’; druga połowa spokojna, balladowa. Tylko dlaczego energiczna wziąłem w cudzysłów? Piosenkom brak mocy, energii. Ballady są z kolei okropne. Tylko „Too Late” mógłbym zaliczyć do tych udanych (wróć; mógłbym zaliczyć do ‘przesłuchiwalnych’) spokojnych numerów. Po album postanowiłem sięgnąć po usłyszeniu pierwszego singla – „Crawl Back In”. Po pierwszym przesłuchaniu wręcz pokochałem ten kawałek. Muzyka jest super. Widać, że Chester nie zebrał bandy frajerów, żeby ‘spełnić ich marzenia’, ale są to profesjonalni muzycy. Niestety, oprócz „Crawl Back In” niewiele mnie tu zachwyciło. Jeszcze jedynie „Inside of Me” i „My Suffering” zaliczyłbym do tych udanych numerów. „Inside of Me” to bardzo szybka, króciutka (tylko trochę ponad 2 minuty) piosenka. W przeciwieństwie do innych utworów na tej płycie ten przyciąga uwagę. Szczególnie lubię fragment What the hell is wrong with me? This isn’t who I’m supposed to be (PL: Co do diabła jest ze mną nie tak? Nie jestem tym kim powinienem być). „My Suffering” podoba mi się równie bardzo. To chyba jedyny numer, w którym słychać krzyki Chestera. Nie jest tego dużo, ale zawsze to miła odmiana. Ten utwór też jest niestety dość krótki. Od czasu do czasu mogę posłuchać i „Condemned”. Spodobał mi się tekst tego utworu: Come on beat me I’m not a man Go on and kill me Condemned (PL: Chodź i uderz mnie Nie jestem człowiekiem Chodź i uderz mnie Potępiony). Teksty właśnie, to chyba jedyna część krążka, w której słyszę tą jak to Chester określił ‘mroczność, ciemność’. Przyzwoicie zaczyna się „Fire”, ale refren psuje całkiem dobre wrażenie. „End of the World” nawet się nie zauważa. W tekście nie pada o dziwo rok 2012 ;) Ballady na „Out of Ashes” są okropne. Nie cierpię „Give Me Your Name”. Tekst opowiada o miłości. Jest to jeden z gorszych tekstów na albumie: Give me your hand Come walk with me girl Nothings that far When you’re near (PL: Daj mi swoją rękę Dalej chodź ze mną dziewczyno Nic nie jest za daleko Kiedy jesteś blisko). Sama muzyka jest jednak koszmarna. Tego nie da się słuchać. „Let Down” słyszałem kiedyś w radiu. Już wtedy mi się nie podobało. To strasznie ckliwa, łzawa ballada. Chester brzmi jakby miał się zaraz rozpłakać. Na końcu płyty zamieszczono jeszcze dwie inne ballady – „Walking in Circles” i „In the Darkness”. Pierwszą da się przeżyć. Drugiej już nie. Jest strasznie nudna, bez polotu. Trwa z pięć minut. Wytrzymuję ze dwie. Płyta mnie rozczarowała. Do kilku piosenek od czasu do czasu będę wracał („Crawl Back In”, „Inside of Me”). Innych natomiast już nigdy nie tknę.
Ocena: 3/6
Najlepsze: Crawl Back In, My Suffering, Inside of Me
Najgorsze: Give Me Your Name, In the Darkness, Let Down


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz