
Tytuł: Sorry for Party Rocking
Wykonawca: LMFAO
Gatunek: dance pop, techno, electro
Single: Party Rock Anthem, Sexy and I Know It, Champange Showers
Tak, to właśnie oni są autorami najgorszej i najbardziej denerwującej piosenki (singla) 2011 („Party Rock Anthem”). Dlaczego w ogóle postanowiłem przesłuchać ich krążek? Po pierwsze: żeby powiedzieć Wam czego nie słuchać (ale i tak znajdą się takie ‚plastiki’, które będą piały nad tą płytą). Po drugie: lubię zjeżdżać płyty. To nawet fajniejsze niż ocenianie na 6. Więc jaka jest ta płyta? Okropnie komercyjna, pod publikę. Will.i.am (jako producent krążka) jeszcze bardziej próbuje wepchnąć duet w obecne trendy. Oni sami jakoś nie protestują. Ich muzyka jest bardzo prosta, na imprezę. Czy można jednak bawić się przy takiej muzyce? Mam ku temu poważne wątpliwości. Robię ‚face palm’ jak czytam komentarze typu ‚jest LMFAO, jest impreza!’. Płytę otwiera swego rodzaju intro „Rock the Beat II”. Jedynym jego plusem jest to, że trwa krócej niż pozostałe piosenki. Dalej nie ma już względnie ‚znośnych’ (pierwszy tak naprawdę taki nie był) utworów. Kompletnie nie podoba mi się „Party Rock Anthem”. W tym numerze sami kreują się na Black Eyed Peas. Ta dwójka, jakiś inny facet no i ta straszna piosenkarka. Po nagraniu takiego kawałka bałbym się na ich miejscu wyjść z domu. Może jeszcze przetrawiłbym puszczanie tego singla 500 razy na minutę, gdyby nie ta straszna techno ‚melodia’ (piszę w cudzysłowu, bo to tylko komputer, nie instrumenty). Za jedno jednak LMFAO podziwiam. Udało im się zaprosić do pozostałych piosenek gości wypadających gorzej niż oni sami. Albo tak bardzo ich nie lubią, że przerobili im głosy aż tak bardzo. Najbardziej ubolewam na zaproszeniem do „Champange Showers” Natalii Kills. Jej płyty nie zaliczam raczej do udanych, ale śpiewać źle nie śpiewała. Ale to co tutaj zrobili jej z głosem to po prostu tragedia. Pozostali goście to Lauren Bennett, GoonRock („Party Rock Anthem”), Busta Rhymes („Take It to the Hole”; a swoją drogą – już go nie lubię), will.i.am, GoonRock (kolejny raz ten z „Party Rock Anthem”), Eva Simons („Best Night”) i jakaś Lisa („All Night Long”). Nie wiem skąd wytrzasnęli tą ostatnią. Nie ma do niej nawet odnośnika do Wikipedii
Ocena: ZERO!
Najlepsze: -
Najgorsze: WSZYSTKO!

Tytuł: One Love
Wykonawca: David Guetta
Gatunek: dance pop, house, electro
Single: Memories, When Love Takes Over, One Love, Sexy Bitch, Gettin’ Over
Tytuł tej płyty po polsku brzmi ‚jedna miłość’. Miłość. Nie wiem jak można kochać ten album nawet jeden raz. Ok, nie będę upokarzać Dawidka. „One Love” jest lepsze niż „Sorry for Party Rocking” opisywane wyżej. Z „The Beginning” Black Eyed Peas jednak ‚wygrywa’. David Guetta jest jednym z tych ‚artystów’, na których mam kompletną alergię. Wręcz go nie cierpię. Z całej płyty „One Love” spodobała mi się dokładnie jedna piosenka. „When Love Takes Over” nagrane razem z Kelly Rowland. Przyzwoita piosenka, wokal Kelly jak zawsze perfekcyjny, da się ogółem posłuchać. Z reszty zapamiętałem głównie single. I tutaj dziękuję Guettcie. Jak się okazuje – był dla nas bardzo łagodny. Są tu znacznie gorsze piosenki niż „Gettin’ Over” czy „Memories”. Tak jak ja nie cierpieliście tego trio (razem z „Sexy Bitch”)? Po przesłuchaniu całości zaczniecie je ubóstwiać. Dałbym szansę tytułowemu „One Love”, w którym pojawia się Estelle. Jednak z tej piosenki najbardziej podoba mi się sam początek. Później dochodzi ten taneczny podkład i całość szlag trafił. O kim zdanie ten francuski DJ jeszcze mi popsuł? Może tu się trochę zdziwicie, ale o Black Eyed Peas. „The E.N.D.” przeżyję (choć jest też bardzo słabe), „Monkey Business” i „Elephunk” podobają mi się. A tak piosenki nagrane z nimi („I Wanna Go Crazy”, „On the Dancefloor”) są gorsze niż „The Time (Dirty Bit)” i „Don’t Stop the Party”. Poza tym nie wiem po jaką cholerę umieszczono tu remix utworu również ‚groszkowego’ „I Gotta Feeling”. Mam już przesyt tym numerem, ale jego jeszcze bardziej ‚obrobiona’ wersja raczej mojego zdania nie polepszy. Z drugiej strony żal mi trochę Kelly Rowland i Ne-Yo. Piosenek złych raczej nie mają (chociaż i takie są), ale muszą ‚dołapywać’ się do tych bardziej obecnie popularnych ‚jednostek’. Po usłyszeniu „It’s the Way You Love Me” (Kelly) i „Choose” (Kelly i Ne-Yo wspólnie) zaczynam doceniać ich piosenki nagrane z Alex Gaudino (ft. Kelly „What a Feeling”) i Pitbullem (ft. Ne-Yo i ci pozostali „Give Me Everything”). Na tym mógłbym swoją recenzję skończyć. Trochę się jednak jeszcze ‚pobawię’. „Missing You” jest jedną z najgorszych piosenek jakie w życiu słyszałem. Kompletnie mi się nie podoba. Nagrano numer z jakimś Novelem. Chłopak sukcesu nie osiągnął. Nie dziwię się. Teksty są kiepskie. Jak można śpiewać Where I wanna go aint geographical You cant google map, map-quest it when I go loco If you need to know the designational i’m going crazy I aint by myself i’m coming with a whole bunch of ladies (PL: Nie ma w geografii miejsca, gdzie chcę być Nie możesz tego znaleźć na google-map, mapie poszukiwacza. Jeśli już musisz wiedzieć, architekcie – staję się szalony Nie, nie jestem sam. Idę z całą masą dziewczyn) czy I see you looking Yeah, you looking over my way I wanna leash you up And put you into my cage Teach you how to touch me baby How to say my name (PL: Widzę jak patrzysz Tak, patrzysz w moją stronę Chcialabym Cie zniewolić I wsadzić do mojej klatki Nauczyc Cie jak mnie dotykać, kochanie i jak wymawiać moje imię)? Więcej się o tym wyrobie muzykopodobnym wypowiadać nie będę. Ta płyta jest po prostu… nijaka.
Ocena:

Najlepsze: When Love Takes Over
Najgorsze: cała reszta

Tytuł: Evanescence
Wykonawca: Evanescence
Gatunek: rock, alternative metal
Single: What You Want, My Heart Is Broken Rok 2010, cztery lata od wydania „The Open Door”. Zespół Evanescence rozpada się. Fani, którzy czekali na nowy krążek (w tym też ja) są smutni i zawiedzeni. Na szczęście Amy Lee nie zamknęła się w jakimś ciemnym pokoju i nie wypłakiwała się w poduszkę. Wzięła się w garść i reaktywowała grupę. Ze starego składu pozostała tylko ona. Od tego czasu wytrwale pracowali nad nowym albumem. Rezultaty możemy ‚podziwiać’. Czym płyta przede wszystkim różni się od poprzednich? Brakiem tej ‚gotyckości’, tajemniczej aury. To pewnie wina wymiany członków zespołu. Rzezi na szczęście nie ma. Przeciwnie. „Evanescence” (jakże twórczy tytuł) to całkiem porządna, rockowo-metalowa płyta. Pierwszym singlem z krążka stała się przebojowa piosenka „What You Want”. Z początku nie do końca mi podeszła, ale teraz uważam, że jest świetna. Odpowiednio ostra, godnie zapowiadała powrót Evanescence. Niestety nie wylądowała wysoko na listach przebojów (okupowanych wówczas przez utwory takie jak „Moves like Jagger” czy „Man Down”). Pytanie tylko, czy pozostałe utwory dorównują „What You Want”? Moim zdaniem dorównują. Bardzo podoba mi się m.in. „Made of Stone”. Ostry numer, przepełniony mocnymi, urwanymi partami instrumentalnymi. Amy również świetnie sobie poradziła. I po prostu muszę zacytować kilka pierwszych wersów piosenki. Speak your mind Like I care I can see your lips moving I’ve just learned not to hear Don’t waste your time (PL: Wyrażasz swoje zdanie Jakby mnie to obchodziło Widzę jak poruszają się Twe usta Nauczyłam się po prostu nie słuchać Nie marnuj czasu). Nawet nie wiecie jak bardzo chciałbym zaśpiewać to mojemu facetowi od historii. Lubię także metalowy utwór „Sick”. Była to jedna z pierwszych piosenek z tej płyty, które poznałem i od razu bardzo mi się spodobała. Szczególnie refren, w którym Amy daje czadu i niemalże krzyczy. W ostatnim czasie przekonałem się do „Erase This”. Z początku uważałem numer za najsłabszy na krążku. Teraz odwrotnie – zaliczam go do najlepszych. Szczególnie bardzo podoba mi się początek (który pojawia się też gdzieś tam później) i zwrotki. Refren też jest fajny, ale przypomina trochę inny numer z płyty – „The Change”. Evanescence nie byliby sobą gdyby nie umieścili na albumie chociażby jednej ballady. Mamy tu dwie („Lost in Paradise” i „Swimming Home”). Może nie są to utwory na miarę „Hello” czy „My Immortal”, ale słucha się ich nieźle. Szczególnie „Lost in Paradise”. Amy śpiewa ten utwór bardzo emocjonalnie. Da się to wyczuć. Podoba mi się tekst do tej piosenki. I have nothing left And all I feel is this cruel wanting We’ve been falling for all this time And now I’m lost in paradise (PL: Nic mi nie zostało A wszystko, co czuję to okrutne pragnienie Przez cały ten czas upadaliśmy A teraz jestem zagubiona w raju). A „Swimming Home”? Gorszy numer. Jest jednak całkiem przyjemny. Nie podoba mi się wykonanie Amy Lee. Poza tym jest to utwór nie dla tego zespołu. Dlaczego? Gatunkowo odstaje od pozostałych numerów. Jest, uwaga, elektroniczny. Wokalistka powiedziała, że inspirowała się w tym kawałku Björk. O czym jeszcze warto wspomnieć? O dwóch piosenkach – „Oceans” i „Never Go Back”. Początek tej pierwszej przypomina trochę ten do „Sick”, ale jest mocniejszy. Bardzo podoba mi się muzyka w tej piosence. To bardziej metal niż rock. No i refren; chwytliwy, łatwo wpada w pamięć. „Never Go Back” podoba mi się dużo bardziej. Muzyka jest szybka, bardzo ostra. Świetna. I aż trudno mi w to uwierzyć, ale wokal schodzi w numerze na drugi plan. Nie wspomniałem jeszcze o trzech piosenkach. O singlu „My Heart Is Broken” mogę powiedzieć tyle, że to całkiem miła i przyjemna, spokojna piosenka. „The Other Side” zdecydowanie mniej mi się podoba. „End of the Dream” to natomiast bardzo dobry numer. Nie dorównuje co prawda „What You Want” czy „Never Go Back”, ale i tak ją lubię. W warstwie tekstowej zespół również mnie nie zawiódł. Z reguły nie lubię tekstów o miłości, ale tutaj ani trochę mi to nie przeszkadza. „Evanescence” bardzo mi się podoba. Niektórzy krytycy uznali płytę za najlepszą od zespołu. Coś w tym jest.
Ocena:






Najlepsze: What You Want, Lost in Paradise, Never Go Back, Sick, Swimming Home
Najgorsze: -
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz