5 NAJGORSZYCH ALBUMÓW 2015 ROKU
Kiedy jeszcze prowadziłem bloga regularnie, często specjalnie słuchałem krążków, które z góry skazane były na porażkę. Taka trochę polska mentalność, bo przyznam, że szczerą przyjemność sprawiało mi zmieszanie ich z błotem i wystawienie oceny takiej jak 1 czy 2. Obecnie staram się jednak omijać tego typu wydawnictwa szerokim łukiem, skupiając się na tych rzeczywiście mających coś do zaoferowania. Czasem jednak wpadek uniknąć się nie da.
- Kelly Clarkson, Piece by Piece
Czasem trudno mi w to uwierzyć, ale był taki czas, że naprawdę tę dziewczynę bardzo lubiłem i jej kibicowałem. Co się z nią stało? Po porażce płyty My December Kelly chyba na dobre poddała się i zaprzestała nawet próbować tworzyć troszkę ambitniejszą muzykę. Od lat jej kawałki są aż zbyt proste i banalne, no a te dwie cechy apogeum osiągnęły właśnie na Piece by Piece. Album to produkt, który ani przez chwilę nie próbuje udawać, że nim nie jest. Wszystko brzmi tu tępo i drętwo, sprawia wrażenie stworzonego na podstawie chłodnej (a może wręcz lodowatej) kalkulacji, a nie miłości do muzyki. Wokal Clarkson momentami jest w zasadzie robotyczny, gdyż nawet w pozornie osobistej kompozycji tytułowej, która miała chyba zostać nowym Because of You, nie ukazuje żadnych emocji. Same utwory różnią się od siebie co najwyżej malutkimi szczegółami. Wypadają blado, nudno, jakby zostały stworzone taśmowo, bez pomysłu, co ma stać się z nimi później. Te piosenki nie nadawałaby się nawet do najbardziej komercyjnych stacji radiowych (poza oczywistym i bardzo słabym singlem Heartbeat Song). Rozczarowanie.- Coldplay, A Head Full of Dreams
Gdyby ktoś jeszcze rok temu powiedział mi, że umieszczę album Coldplay na liście najsłabszych wydawnictw, prawdopodobnie lekko bym go wyśmiał. Ghost Stories z 2014 było jednym z ich najciekawszych i najmocniejszych płyt, nie pozwólcie "true" fanom i krytykom zamydlić Wam oczu. A Head Full of Dreams to jego dokładne przeciwieństwo. Jeszcze rok temu chłopaki pokazali, że pop ma również to bardziej rozmarzone, interesujące oblicze, zaś to... nie ma w zasadzie żadnej osobowości. Taki longplay mógłby nagrać każdy, kto marzy o szybkim sukcesie i nie liczy się zapomnieniem CzteryPięćSekund później. A Head Full of Dreams zupełnie brakuje jakiejkolwiek twórczej inwencji, wyobraźni czy tej zwyczajnej radości obecnej wcześniej w muzyce Coldplay. Chociaż z tym ostatnim to może przesadziłem, bo akurat jestem w stanie wyobrazić sobie członków zespołu zacieszających przy tworzeniu materiału. Inaczej ma się sprawa ze słuchaczem, który uśmiechać się na pewno nie będzie. Bo to albo jest nudne i nijakie, albo okropne. Kiedy pojedyncze utwory próbują zmierzać w nieco innym kierunku, to brzmią po prostu topornie i na siłę. Po co im był ten quasi-hip hop w ukrytym kawałku X Marks the Spot albo kretyński featuring z Tove Lo? O singlu wspomnę później, o tym mam trochę do powiedzenia. Najlepiej wypada tradycyjne Coldplay w Everglow oraz Up&Up. Takie tam popłuczyny po ich starszej twórczości, ale nadal.- Meghan Trainor, Title
Pamiętacie, jak kiedyś chwaliłem tę dziewczynę? Zignorujcie to, same kłamstwa. No więc sprawa ma się tak, zawsze krytykowaliśmy te Disney'owskie laski za to, że ich muzyka jest zbyt dziecinna, a one same śpiewają, nie bardzo mając ku temu powód. Tu kurde dlaczego mamy zachwycać się Meghan Trainor, która idealnie się w ten schemat wpisuje? Zgodzę się, Dear Future Husband czy Title wydawały się zabawne przy pierwszym czy drugim odsłuchu, ale to przecież wygląda/brzmi dokładnie tak, jakby wziąć pamiętnik jakiejś 12-latki chcącej za wszelką cenę być dorosłą i mieć własnego macho, która w gruncie rzeczy to przecież nie ma ani trochę pojęcia o życiu czy własnej przyszłości. All About That Bass było fajne, bo chociaż chwytliwe i powiedzmy, że niosło jakiś tam przekaz (ukazywanie Meghan jako hipokrytki to inna sprawa, zostawmy to). Tyle że kiedy cały krążek to powtarzanie tego numeru 15 razy, tyle że w słabszych, mniej świeżych wydaniach, to już tak miło nie jest. Naprawdę, najlepsze momenty (...chyba te dwie piosenki wspomniane wcześniej?) trącą banałem, ale da się je wytrzymać. Najgorsze (Bang Dem Sticks, wszystkie balladki) są żenujące, irytujące, mają okropne teksty, amatorską produkcję, a sama Meghan ukazuje w nich wszystkie słabe strony swojego głosu. Fakt, że coś takiego osiąga sukces, podczas gdy Carly Rae Jepsen ze swym DOS•KO•NA•ŁYM popowym albumem zalicza jeden z największych flopów tego roku, szczerze mnie boli.- Melanie Martinez, Cry Baby
Czegoś ja tu nie rozumiem. Jeszcze w ubiegłym roku, ta nowa fala lekko alternatywnych, a zarazem flirtujących z mainstreamem artystek była naprawdę zacna. FKA twigs do tej pory nie mogę się nachwalić, wszyscy pamiętacie, jak bardzo podobała mi się Banks, no a Mø nie dość, że ciekawa, to jeszcze zaliczyła jeden z największych przebojów 2015. Patrzę teraz jednak na ich Tumblr-owe następczynie... co się stało? Ryn Weaver, Halsey oraz ta tutaj Melanie Martinez. Wszystkie są tak wybrakowane, że aż przykro. Skupmy się jednak na tej ostatniej; jedynej, której twórczości bliżej się przyjrzałem. I żałuję. Do Cry Baby nie mogę przyczepić się pod względem melodycznym bądź produkcyjnym, nie jest to może jakieś szczególnie odkrywcze czy ciekawe, ale dopracowane. Co się jednak dzieje na wszystkich innych płaszczyznach, to już zupełnie inna historia. Album już od pierwszego odsłuchu powalił mnie swoją sztucznością, przerysowaniem i pretensjonalnością. Nie wiem, czy ta dziewczyna wymyśliła sobie taką postać do odgrywania, naprawdę mało mnie to interesuje. Cały koncept Cry Baby jest jednak wyjątkowo irytujący. Zarówno te dziwaczne, niby proste, ale bezsensowne, używające niepotrzebnych metafor w zupełnie nieodpowiednich miejscach teksty, jak i sam sposób ich wyśpiewywania, po części taki wydumany, a z drugiej strony też jakby z pretensją... to wszystko przekłada się na niezbyt pozytywny odbiór całości. Całości dopełniają takie małe szczególiki, typu żenujący refren Sippy Cup, ten zupełnie od czapy breakdown w Soap czy Pity Party w całej swej okazałości, czyniące płytę jeszcze bardziej nieznośną. I pomyśleć, że ta Carousel trwa ponad 40 minut, a w głowie kręci się już po 4.PootDemi Lovato, Confident
Każdego z albumów z mojego top 5 posłuchałem przynajmniej dwa czy trzy razy, próbując znaleźć jakieś pozytywne elementy. Naprawdę nietrudno bowiem czegoś spróbować i od razu odrzucić. Co jednak zrobiłem przy innych, nie udało mi się przy Demi Lovato. Myślałem, że DEMI z 2013 było chwilowym spadkiem formy, Confident brzmi jednak równie okropnie.Ok, od czego tu w sumie zacząć? Możliwości mam wiele, bo na tym krążku nie ma nic, co można by potraktować za udane. Weźmy może ballady, bo w nich Demi zawsze nieźle sobie radziła. Zamykające krążek Father jest znośne, to zdecydowanie najlepszy kawałek na płycie, ale nijak się ma do takiego For the Love of a Daughter, które ten sam temat ujmuje w lepszy i zdecydowanie bardziej przejmujący sposób. Stone Cold natomiast razi tragicznym wokalem, który, owszem, wyćwiczony, ale zupełnie pozbawiony emocji i ciepła, a ponadto Demi po prostu drze się przez pół piosenki. Podobnie (może w nieco mniejszym stopniu) dzieje się w prawie wszystkich pozostałych kawałkach. Te z kolei prezentują się wyjątkowo ubogo pod względem produkcyjnym. To wszystko brzmi wręcz obrzydliwie komercyjnie, a przy tym nie jest nawet chwytliwe. Te toporne, niepotrzebne breakdowny i inne elektroniczne ozdobniki zrobić by mogły wrażenie 10 lat temu. Teraz wyglądają niesamowicie plastikowo i przestarzale, trend EDM szybko się przecież skończył. Śmieszny wręcz okazał się dobór gości, Iggy popełniła prawdopodobnie najgorszy kawałek w swojej karierze, a to doprawdy nie lada wyczyn, ta druga raperka melodeklamuje bez żadnego polotu, energii czy pasji w głosie. O melodiach mógłbym wspomnieć... tyle że w zasadzie ich nie ma, to po co. By wbić ostatnią szpilkę w pannę Lovato, dodam jeszcze, że współczynnik kreatywności przy tym albumie przyjmuje chyba wartość ujemną. Pierwszy singiel brzmi jak Domino Jessie J, kawałek z Iggy jak każdy inny kawałek Iggy, fragment refrenu Lionheart przywodzi na myśl We Are Young, zaś Stars z edycji deluxe to plagiat nie jednej, a dwóch kompozycji duetu Sleigh Bells.
No i proszę Was, jeśli własne memy stają się większe i ważniejsze od samego artysty, to chyba coś jest nie tak. W internetach każdy już chyba zna sławetne delete it fat, żart z Poot był tak nadużywany, że aż niesmaczny, no i pamiętacie ten wywiad, w którym Demi powiedziała, że jej ulubiona potrawa to kubki?
10 NAJGORSZYCH SINGLI 2015 ROKU
A tu już miałem większe pole do popisu, bo chociażby wsiadając do samochodu, z grającym radio miałem szansę usłyszeć wiele muzycznych śmieci. Poza tym przeglądam od czasu do czasu listy Billoardu i wow, mainstream w tym roku ssał, i to tak porządnie. Jak dobrze, że co po niektórych piosenek nigdy w życiu nie słyszałem, nie zamierzam tego zmieniać.
Zanim ujawnię listę właściwą, przyjrzyjmy się moim Honourable Mentions. Utworom, które także były okropne, ale jednak nieco może lepsze od tych z właściwej listy:
- Madonna, Bitch I'm Madonna - ja nie mówię, że ona się musi zachowywać i grać jak 60-latka, ale jeśli chce się w ten sposób odmładzać, to może rzeczywiście niech już idzie na emeryturę
- Fifth Harmony, Worth It - samplowanie Jasona Derulo nie mogło się dobrze skończyć
- Conchita Wurst, Firestorm / Colours of My Love - wygląd to najmocniejszy punkt tej osoby
- Silento, Watch Me - wystarczy, że posłuchacie, ale lepiej tego nie róbcie
- R. City feat. Adam Levine, Locked Away - ew, ten utwór zawiera wokal Adama Levine'a, to mówi więcej niż Rafaello
- Wiz Khalifa feat. Charlie Puth, See You Again - NIE
- Coldplay, Adventure of a Lifetime
- Meghan Trainor, Better When I'm Dancin'
- Jess Glynne, Hold My Hand
Smutne jest to, że raz byłem w Empiku, kiedy akurat puszczali cały jej album... i Hold My Hand brzmiało z tych wszystkich piosenek chyba najlepiej. Najgorsze 12 minut mojego życia.
- Britney Spears feat. Iggy Azalea, Pretty Girls
- OMI, Cheerleader
Portal Slate stwierdził, że z refrenem tego utworu każdy może się utożsamić. Poczułem się tym osobiście obrażony, na szczęście nikt tego ścierwa nie czyta.
- PSY, Daddy
- Andy Grammer, Honey, I'm Good.
- Fetty Wap, Trap Queen
Plus, on ma piosenkę o tytule Instagram. Kill it, please.
- Halsey, New Americana
Long short story, to totalny śmieć i nie zasługuje na to, żeby istnieć. Tekst refrenu jest jednym z najbardziej odpychających w całym XXI wieku. Nie wiem, nie przekonuje mnie to, że ona niby się wychowywała na Biggiem i Nirvanie, jako dziecko na pewno tańczyła do ...Baby One More Time, a później stało się to. No i nadal mam bekę z legal marijuana, co ty dziewczyno masz w głowie?
- Sophie, L.O.V.E.
Dodałbym grafiki jakieś, ale poświęciłem tym wszystkim tragicznym pioseneczkom już ze dwie godziny i nie zamierzam tracić więcej czasu, poor them.



Najciekawsze jest to, że większość bandów/wokalistów/wokalistek podanych przez ciebie jest z...USA. Myślę, że głównie muzyka amerykańska pokazuje żenujący poziom(oczywiście nie mówię o wszystkich), ale duża część to żenada. Silento, Fetty Wap, co to jest... Nie wiem skąd się biorą tacy wykonawcy, ale jak to słyszę to mam ochotę wyjść z siebie. Jeszcze do grona najgorszych utworów dodałbym dodatkowo Felixa Jaehna, bo jest on straszny.
OdpowiedzUsuńhttp://zyciejestmuzykaaa.blogspot.com
Świetnie się to czytało! :) Jeśli miałbym sam wybierać najgorsze single, okej musiałbym się jeszcze zastanowić, ale na pewno nie przegapiłbym "Pretty Girls". Ta piosenka jest tak masakrycznie beznadziejna, że mam na nią alergię. Najgorszy teledysk roku też bym jej przyznał :)
OdpowiedzUsuńPozdrowienia i Wesołych Świąt!
Bartek
Większości piosenek nie znam, bo nie pamiętam, kiedy ostatni raz słuchałam radia w stylu eski czy zet. Billboardami też się nie podniecam, bo co mnie w Europie obchodzi, czego słucha gimbaza w USA. Nie kupuję też wyjaśnień, że USA to największy rynek bla bla bla.
OdpowiedzUsuńCzemu do Melanie nie dałeś okładki płyty? Ja sądziłam, że ona jest taką alternatywą dla dzieciaków (bo po części jest), ale przekonała mnie samym pomysłem na tą cd.
Coldplay to porażka. Tak ich uwielbiam, a tak mnie zawiedli.
Nowa recenzja na http://the-rockferry.blog.onet.pl/
Na początek napiszę, że tekst do Locked Away z Rafaello rozbroił mnie kompletnie i śmiałam się z 10 minut :D.
OdpowiedzUsuńJa tam Title i Confident nawet lubię... Kelly to rzeczywiście rozczarowanie.
Do listy najgorszych singli dorzuciłabym Focus, Ariany. A Cheerleader NIE-NA-WI-DZĘ. Nie wiem jak taki shit mógł zdobyć taki sukces.
Super czytało mi się ten post i mam nadzieję, że częściej będziesz pisał. Pozdrawiam.
www.Rebelle-K.blog.pl
O jak miło, że nie znam prawie nic! A z tego co znam to:
OdpowiedzUsuń-Coldplay, których nową płytę lubię bo poprawia mi nastrój i nie jest wcale taka najgorsza...
-Meghan Trainor, której płytę przesłuchałam aż raz
-Bicz Am Madana, czyli moje guilty pleasure. Uwielbiam tę piosenkę jako kolejny poprawiacz humoru.
-PSY, wiadomo że szmira
Pozdrawiam, Namuzowani
Serdecznie zapraszam na pierwszą część Namuzowanego Podsumowania 2015 na blogu NAMUZOWANI.blog.onet.pl
OdpowiedzUsuńU mnie pojawił się nowy post a w nim podsumowanie 2015 roku. Zapraszam.
OdpowiedzUsuńhttp://www.Rebelle-K.blog.pl
Pamiętam te czasy, kiedy słuchałam jakiegoś g*wna, żeby zjechać w recenzji... teraz szkoda mi na to czasu, jeśli słucham czegoś kiepskiego, to raczej dlatego, że się nie spodziewałam, że to jest kiepskie... albo liczyłam na kilka perełek na płycie, do których później będę wracać :)
OdpowiedzUsuńZ Twojej listy nie znam zbyt wiele "dzieł". Widzę,że w opini o Meghan wspomniałeś o "doskonałym" albumie Carly. Szczerze mówiąc, nie wiem, co ludzie widzą w jej albumie. Dla mnie on nie jest doskonały, wręcz przeciwnie. Tak nudny, że poza "I really like you", na które miałam kilkudniową fazę, nie jestem w stanie przypomnieć sobie innego utworu. Album Meghan mnie nie powalił na kolana, ale jeśli miałabym wybrać któryś z tych dwóch, wybrałabym Meghan.
Z utworu Coldplay słyszałam zaledwie fragment... brrrr... coś strasznego.
Według mnie Meghan ma jeszcze jakis potencjał, ale co do Demi masz rację, większe gówno z niej już chyba nie powstanie. A ta cała sprawa z Poot trochę mnie rozbawiła XD
OdpowiedzUsuńZapraszam na moje słabe recenzje na moim slabym blogu Muzyczne Opinie :3
http://muzyczne-opinie.blogspot.com/2016/01/nowy-rok-nowa-ja-7-weeknd-cant-feel-my.html
Serdecznie zapraszam na mój ranking 20 najlepszych albumów wydanych w 2015 roku na blogu NAMUZOWANI.blog.onet.pl
OdpowiedzUsuńSerdecznie zapraszam na nową recenzję (Amy Winehouse - Stronger Than Me) na blogu NAMUZOWANI.blog.onet.pl
OdpowiedzUsuńNo patrz :O Confident jest uznany przez Rolling Stones za jeden z najlepszych albumów 2015 roku, a przez jakże szanownego recenzenta tej strony, który, patrząc po stylu pisania, ukończył podstawówkę za najgorszy album. Komu by tu wierzyć? :( Confident przez połowę DOBRYCH recenzentów został uznany za najlepszy wokalny album 2015 roku. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńDodam, że ma on spore szanse na nominację do Grammy, a utwór "Stone Cold", który wielce szanowny recenzent nazwał "piosenką z tragicznym wokalem" jest wokalnie najlepszym singlem wydanym przez mainstream'ową artystkę, która nie ukończyła 25 roku życia.
Usuń