Miło było dla Was pisać...

piątek, 18 lutego 2011

"Spirit" Leona Lewis & "The Diary of Alicia Keys" Alicia Keys


 Tytuł
: Spirit

 Wykonawca: Leona Lewis
 Rok wydania: 2007
 Gatunek: pop, r&b, soul
 Wytwórnia: Sony BMG (Polska)
 Ilość utworów: 13
 Single: Bleeding Love, Better in Time, I Will Be, Footprints in the Sand

Może i Leona Lewis nie jest jedną z moich ulubionych wokalistek od początku kariery, ale na pewno od jej drugiego albumu „Echo”. Postanowiłem zapoznać się z jej pierwszym albumem studyjnym – „Spirit”. I to był strzał w dziesiątkę. Debiut tej jekże utalentowanej artystki jest utrzymany w stylu, który z założenia do niej pasuje. Pop i soul. Często pojawia się i r&b. Choć krążek nie od początku mi się podobał. Otwiera do singiel „Bleeding Love”. Kiedyś go nie cierpiałem. Teraz uwielbiam. Opowiada on prawdziwą historię o miłości Leony. „Closed off from love, I didn’t need the pain, once or twice was enough and it was all in vain; time starts to pass, before you know it you’re frozen” (PL. Odcięłam się od miłości, nie potrzebowałam tego bólu. Pierwszy raz, drugi były wystarczające i to wszystko było na próżno; czas przeminie, zanim zdasz sobie sprawę że jesteś zamarznięty.) Cały tekst jest świetny. Dalej mamy „Whatever It Takes”. Zdecydowanie jeden z najbardziej skocznych utworów w karierze wokalistki. Nieco zabawny. Ogólnie bardzo dobry. Choć kiedyś traktowałem go bardziej jako dodatek do albumu, tak teraz uważam, że to jeden z najlepszych utworów. A z numerem 3 ballada „Homeless”. Wstyd mi się przyznać, ale jest to jedyna piosenka, na którą poświęciłem chwilę uwagi przy przesłuchiwaniu płyty po raz pierwszy. Wielki błąd. Ale ballada świetna. Leona pokazuje w niej, że jej głos ma jednak wielką siłę. A to nie jedyna ballada na albumie. „I Will Be”, „Here I Am”, „The First Time Ever I Saw Your Face” czy „Footprints in the Sand” są równie spokojne. Moim faworytem, nie tylko z utworów spokojnych, ale ze wszystkich, jest zdecydowanie cover „I Will Be”. Bo o ile wersja Avril Lavigne średnio mi pasuje, tak ta jest wręcz genialna. A te spokojne utwory panna Lewis przeplotła z szybszymi. Nie nudzimy się. A do grona tych szybszych z pewnością można zaliczyć „Angel”, „Yesterday” czy „The Best You Never Had”. Oprócz tego warto zwrócić uwagę na „I’m You”. Zawiera trochę arabskich rytmów. Podsumowując, Leona, jak na debiutantkę, poradziła sobie wręcz rewelacyjnie. Bo choć tylko niektóre piosenki wchodzą w pamięć, to są one (wszystkie) wręcz uzależniające.
Ocena:
Najlepsze: I’m You, Homeless, I Will Be, Footprints In The Sand, Take a Bow
Najgorsze: -

 Tytuł
: The diary of Alicia Keys

 Wykonawca: Alicia Keys
 Rok wydania: 2003
 Gatunek: soul, r&b, jazz
 Wytwórnia: J Records
 Ilość utworów: 16
 Single: You don’t know my name, Karma, Diary, If I ain’t got you
Debiutancki album Alicii Keys („Songs in A minor”) okazał się sporym sukcesem. 12 milionów sprzedanych egzemplarzy, 5 nagród Grammy. A poprzeczkę Keys postawiła sobie naprawdę wysoko. Albumem „The diary of…” udało się jej jeszcze ją podnieść. Wiem co mówię. Posłuchałem i jestem po prostu oczarowany. Od początku do końca wokal Alicii i jej samodzielnie napisane i zagrane kompozycje budują nastrój. Krążek rozpoczyna się niezwykle tajemniczo i nieco mrocznie. „Harlem’s Nocturne” skojarzył mi się nieco z utworem „Lacrymosa” od zespołu Evanescence. Dalej mamy szybki utwór „Karma”. Urzekł mnie od początku do samego końca. Na całej płycie całkiem sporo żywszych, niemalże tanecznych utworów. Przede wszystkim świetne „If I Was Your Woman (Walk On By)”, jeszcze lepsze „Samsonite Man”, również utrzymujące poziom „Dragon Days” czy niezbyt udane „Streets of New York”. A te szybsze utwory przeplatane są z tymi wolniejszymi. Nie nudzimy się. Moją ulubioną balladą jest „Diary (featuring Toni! Tony! Tone!)”. Jest taka przyjemna, kojąca. Świetna. Innymi spokojnym utworem jest singiel „You Don’t Know My Name”, który jednak najmniej mi przypasował. Całkiem podoba mi się singlowe „If I Ain’t Got You”. To właśnie ten utwór zachęcił mnie do przesłuchania całego krążka. On sam jest przygotowaniem na zmianę w stylu wokalistki. Na debiucie grała głównie r&b, urban pop z elementami hip hop soulu, a tu dominuje soul i jazz. Artystka dojrzała. To widać. A podsumować mogę moją recenzję w jednym zdaniu: jeśli lubisz muzykę na wyższym poziomie niż teraz reprezentuje sobą m. in. Ke$ha, to album „The Diary of Alicia Keys” szybko musi trafić do Twojej domowej kolekcji.
Ocena:
Najlepsze: When You Really Love Someone, Dragon Days, So Simple, Karma
Najgorsze: Nobody not Really

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz