Tytuł: The Alesha Show
Wykonawca: Alesha Dixon
Gatunek: pop, r&b
Single: The Boy Does Nothing, Let’s Get Excited, Breathe Slow
Kim właściwie jest Alesha Dixon? Jest ona angielską wokalistką śpiewającą niegdyś w żeńskim zespole Mis-Teeq. Po rozpadzie grupy najszybciej utorowała sobie drogę do sławy. Czy słusznie? Raczej tak. Ma możliwości. Może nie wypada w utworach tak jak Mariah Carey czy Beyonce, ale zgrabnie „porusza” się w gatunkach takich jak pop, r&b. Na szczęście sprawdza się także w innych gatunkach. „Do You Know The Way It Feels” to soulowa ballada; „Hand It Over” ma w sobie coś z hip hopu. Czasem pojawia się dance pop lub funk („Play Me”, „Let’s Get Excited”). Cała płyta podoba mi się do połowy. Z jednej strony są tu całkiem niezłe piosenki, które mogłyby stać się hitami. Z drugiej strony są tu jednak kiepskie numery. Uwielbiam chociażby „The Boy Does Nothing” i „Hand It Over”, nie cierpię „Don’t Ever Let Me Go” i „Breathe Slow”. Alesha najlepiej sprawdza się w tanecznych numerach. Może zetknęliście się kiedyś z „The Boy Does Nothing”. Wręcz ją uwielbiam. Łączy w sobie pop, r&b, swing, a nawet elementy jazzu. Wokalistka brzmi tu świeżo, ciekawie. Był to mój numer 1 z krążka, jednak miejsce to oddał innym piosenkom. Lubię także inny singiel – „Let’s Get Excited”. Ciekawym utworem jest „Play Me”, ale jest trochę zbyt wymęczony. Trwa 3:36, a mnie nudzi. Jest zbyt jednostajny. Dokładnie taka sama melodia towarzyszy jej na początku jak i na końcu. Mogę posłuchać raz, drugi, ale na dłuższą metę jest nużąca. Z żywszych numerów nie podoba mi się „Welcome to the Alesha Show” (po 26 sekundowym fragmencie otwierającym płytę, boję się przesłuchać całej piosenki) i „Ooh Baby I Like It Like That”. Mam mieszane uczucia co do spokojniejszych kawałków. Jedynym delikatnym utworem, który mi się podoba jest „Do You Know The Way It Feels”. Stylistką odstaje od pozostałych piosenek. Inne kawałki też mają w sobie soul, ale ta jest zdecydowanie najlepsza. Autorką jest Diane Warren („I Was Here” Beyonce; „You Haven’t Seen The Last Of Me” Cher) co tylko potęguje dobre wrażenie. Bardzo lubię też „Hand It Over”. Szczególnie rapowany fragment. Jednak pozostałe ballady mi nie przypadły. A zdecydowanie najgorszymi są „Breathe Slow” i „Don’t Ever Let Me Go”. W obu przypadkach zawinił refren. Album całkiem mi się podoba. Niektóre piosenki bardziej, inne mniej.
Ocena:
Najlepsze: The Boy Does Nothing, Hand It Over, Do You Know The Way It Feels
Najgorsze: Breathe Slow, Don’t Ever Let Me Go, Welcome to the Alesha Show
Tytuł: Fijación Oral vol.1
Wykonawca: Shakira
Gatunek: latin pop, pop rock
Single: La Tortura, La Pared, No, Las de la Intuición, Día de Enero
Jak mogliście przeczytać w recenzji „Laundry Service” (tutaj), latynoscy fani Shakiry skrytykowali jej bardziej komercyjne dzieło z 2001. Wraz z „Fijación Oral vol.1″ artystka wraca do swoich korzeni. Nie wiem czy zrobiła to wbrew sobie, „żeby fani się odczepili” czy rzeczywiście tego chciała. Kiedyś oceniłbym tą płytę na nie więcej niż trzy. Zasypiałem przy niej. Jednak niedawno przekonałem się do Shakiry i polubiłem nawet skrytykowany przeze mnie krążek „Sale el Sol” (recenzja). Na albumie znajdziemy sporo spokojnych numerów. To niespodzianka. Jej poprzednie płyty, nawet te pierwsze, pełne były żywych, energicznych numerów. Jednak to tu (właśnie dlatego, że pojawiają się w małych ilościach) robią większe wrażenie. Na pewno kojarzycie singlowe „La Tortura”. W 2005 piosenka cieszyła się sporą popularnością. Całkiem ją lubię, ale wyciąłbym tego faceta (o ile się nie mylę śpiewa to Alejandro Sanz). Z żywych piosenek bardzo podoba mi się też „Escondite Inglés”. Jest to szalony, rockowy kawałek, który przypomina mi trochę moje ukochane „Ojos Así (Eyes Like Yours)”. Szczególnie dobry jest tu refren. Z tych bardziej tanecznych utworów to by było na tyle. No może jeszcze trochę żywsze jest „Lo Imprescindible”. Nie przepadam za nią. A co ze spokojniejszymi numerami? Najlepsze z nich Shakira umieściła na początku płyty. „En Tus Pupilas” to naprawdę uroczy numer. Można się przy nim odprężyć, wyluzować; działa na człowieka bardzo kojąco. Bardzo fajne jest także „La Pared”. Kiedyś mi nie podeszło, ale teraz odbieram je bardzo pozytywnie. Na końcu albumu umieszczono akustyczną wersję tego numeru (która jest równie dobra). Zbędna wydaje mi się natomiast nowa wersja „La Tortura” (Shaketon Remix). Fani wokalistki mogli się poczuć tym krążkiem zawiedzeni. Za mało się dzieje, ale mnie się podoba.
Ocena:
Najlepsze: La Pared, Dia Especial, Obtener Un Sí
Najgorsze: Día de Enero, La Tortura
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz