Tytuł: Pink Friday
Wykonawca: Nicki Minaj
Gatunek: hip hop, electropop, r&b
Single: Your Love, Did It On’em, Right Thru Me, Fly, Moment 4 Life
Do 2009 roku Nicki Minaj znana była tylko małej publiczności dzięki wydaniu dwóch czy trzech mixtapów. Drzwi do kariery otworzył jej świetny duet z Christiną Aguilerą pt. „Woohoo”. Potem już poszło z górki. Raperka wydala dwa single („Massive Attack” – usunięte z tracklisty i „Your Love”), a w sklepach pojawił się jej debiutancki album „Pink Friday”. Za oceanem warto dodać. W Polsce płyta jest chyba niewidzialna. Jeden, jedyny raz widziałem ją w Media Markt i nasza „znajomość” się skończyła. A szkoda, bo ten krążek jest naprawdę dobry. Warto dodać, że Nicki nie jest jakąś dance popową wokalistką. Przeciwnie. Gra głównie hip hop, ale nie ogranicza się do tego gatunku. W niektórych utworach pojawia się r&b („Fly”, „Your Love”). Do kilku piosenkach raperka „przemyciła” elektronikę („Save Me”, „Blazin’”). W przemyślany sposób, nie bójcie się. Jedyne do czego mogę się przyczepić to śpiewane partie. Lepiej niech zostanie przy rapie. Bo śpiewać to ona zupełnie nie umie. Udowadnia to w „I’m the Best”. Zwrotki piosenki nie są złe, ale refren, w którym prezentuje nam swoje możliwości jest straszny. Mogłaby zaprosić kogoś kto zaśpiewałby to za nią. Minaj miała jednak nosa kogo zaprosić do studia. Nie są to jacyś niszowi artyści, ale sławy, które pomogą jej się wypromować. Obok Nicki pojawia się 6 różnych gwiazd. Na uwagę zasługuje duet z Rihanną. No tak, na „Loud” nagrały „Raining Men”, to teraz RiRi musi się odwdzięczyć. Ich „Fly” jest zdecydowanie fajniejsze niż „Raining Men”. Ciekawe czy to Rihanna poleciła Nicki Drake’a. Przecież duet Rihanna ft. Drake „What’s My Name” rządził na listach przebojów. Może Ri podpowiedziała coś młodszej koleżance? „Moment 4 Life” jest całkiem niezłe. Można w nim wychwycić nieco pozytywkową melodię. Pojawiają się też bardziej znaczący hip hopowi artyści tacy jak Kayne West („Blazin’”), will.i.am („Check It Out”), a nawet Eminem („Roman’s Revenge”). Ta ostatnia piosenka odstaje od pozostałych, ale jest naprawdę dobra. Ostatnią współpracą jest „Last Chance” z Natashą Bedingfield. Piosenkę tą zaliczyłbym jednak do najsłabszych. Które podobają mi się najbardziej? „Here I Am”, „Dear Old Nicki”, „Roman’s Revenge” i „Moment 4 Life”. Ogólnie „Pink Friday” podoba mi się. Jak na debiut, jest całkiem nieźle.
Ocena:
Najlepsze: Here I Am, Dear Old Nicki, Roman’s Revenge, Moment 4 Life
Najgorsze: Last Chance, I’m the Best, Save Me
Tytuł: 21
Wykonawca: Adele
Gatunek: pop, soul, blues
Single: Rolling In The Deep, Someone Like You, Set Fire To The Rain
Pewnie niewiele osób pamięta jeszcze debiutancki album Adele zatytułowany „19″. Tak, to na nim znalazły się te mniej popularne single „Chasing Pavements” i „Hometown Glory”, które są po prostu świetne. Na pewno wokalistka już wtedy miała sporą liczbę wielbicieli wielbiących jej muzykę, jednak (jak się okazuje) to dopiero „21″ wręcz zmiotło całą konkurencję. Ten rok należy do niej. Sprzedała 10 milionów (!) egzemplarzy, a w internecie płyta jest najczęściej ściąganym krążkiem wszech czasów. Przyznam, że moje serce również podbiła. Może nawet powalczyć z „19″. Często zdarza się, że druga płyta nie dorównuje debiutowi, ale Adele na szczęście tego uniknęła. Na swojej drugiej płycie nie odeszła od popu (ambitnego), soulu, nieco bluesowych dźwięków i jazzu. I to wychodzi jej na plus. Wyróżnia się z tłumu. Nie wygląda może perfekcyjnie (dla anty-fanów: jej wytwórnia nazywa się XL), ale talent ma. To ma jeszcze znaczenie. Jej głos nie jest przetwarzany przez komputer. Płytę otwiera singlowy hit „Rolling In The Deep”. Piosenka spodobała mi się od pierwszego usłyszenia. Jest taka ‚inna’. W pozytywnym sensie oczywiście. Bardzo różni się od pozostałych ‚przebojów’ wątpliwej jakości granych obecnie w radiu. Zwrotki tego utworu są boskie. Refren nieco mniej mi się podoba, ale i tak jest ok. Adele serwuje głównie ballady, ale oprócz „Rolling In The Deep” mamy tu kilka żywszych punktów. „Rumour Has It” nie zdobyło uznania wśród krytyków. Kiedyś i ja wręcz nie cierpiałem tego numeru (szczególnie refrenu), jednak niedawno przekonałem się do tego utworu. Podoba mi się także „He Won’t Go”. Zwrotki są umiarkowane, ale przy refrenie utwór się rozkręca. Ostatnią ‚taneczną’ piosenką jest „I’ll Be Waiting”. Jej zwrotki są bardzo fajne, bridge mi się nie podoba, ale i tak ją lubię. Pozostałe kawałki są spokojne i, hmm, całkiem niezłe. „Turning Tables” jest bardzo przyjemnym, kojącym numerem. „Take It All” też całkiem mi się podoba. „One and Only” jest nieco zbyt długie, ale chórek wynagradza mi to w zupełności. Wokalistka scoverowała na „21″ utwór „Lovesong”. Nie pamiętam w tym momencie kto nagrał oryginał, ale wersja Adele jest super. Na koniec zostawiłem jednak dwie moje ulubione piosenki. „Someone like You” jest (a teraz już raczej było) moim ulubionym singlem ostatnich miesięcy. Dlaczego ‚było’? Ponieważ artystka wydała „Set Fire to the Rain”. Słuchając tego numeru zapomniałem o wszystkich pozostałych. Jest genialny! O ile niektóre piosenki mają minusy, tak „Set Fire to the Rain” wszystko mi rekompensuje. „21″ jest świetną płytą. Trzeba ją jednak przesłuchać z 10 razy zanim się ją całkowicie doceni. Przynajmniej tak było w moim przypadku.
Ocena:
Najlepsze: Someone Like You, Turning Tables, Lovesong, Set Fire To The Rain
Najgorsze: -
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz